Jakim typem „weekendowego wojownika” jesteś? Stereotypy dotyczące trenerów personalnych w poszczególnych dyscyplinach sportowych

W skrócie
Każda dyscyplina sportowa przyciąga do kliniki nieco innych pacjentów, a po wielu latach można rozpoznać dyscyplinę jeszcze przed przeczytaniem formularza rejestracyjnego. Ten artykuł zamienia ten instynkt w zabawę.
- Potraktujcie to jako turniej typu „odgadnij dyscyplinę sportową na podstawie pacjenta”, przygotowany przez lekarzy, którzy leczyli wszystkich tych pacjentów.
- Każdy wpis zawiera trzy wskazówki: charakterystyczne oznaki, typową kontuzję oraz krótką uwagę fizjoterapeuty, którą pewnie sam kiedyś wymamrotałeś.
- Żadnych statystyk, żadnych wykładów. Tylko archetypy, które już znasz – uszeregowane według rankingu i docenione.
Jak wziąć udział w zabawie
Zasady są proste. Przeczytaj opisy poszczególnych dyscyplin sportowych, odgadnij typ zawodnika, zanim przewiniesz do informacji o kontuzji, a następnie sprawdź, ile trafnych typów udało ci się uzyskać w porównaniu z liczbą przypadków, które sam analizujesz.
Oceń się szczerze. Jeśli przed ogłoszeniem wyników wymienisz pięć z ośmiu nazwisk, to znaczy, że zajmujesz się tym na tyle długo, by dokładnie wiedzieć, kto rezerwuje termin w poniedziałek rano po udanym weekendzie.
CrossFit
Zanim jeszcze zobaczysz uraz, słyszysz już tego pacjenta. Wchodzi w połowie zdania, opowiadając ci już o swoim AMRAP-ie, rekordzie życiowym w rwaniu i dokładnie tym WOD-zie, który to spowodował. Słownictwo jest pierwszą wskazówką. Nikt spoza siłowni nie używa słowa „kipping” z takim szacunkiem.
Drugą wskazówką jest harmonogram. Chcą wiedzieć, czy zdążą na jutrzejsze zajęcia o 6 rano, a nie czy w ogóle powinni tam być. Odpoczynek traktowany jest jako osobista porażka, a nie etap powrotu do zdrowia.
Typowa kontuzja zwykle pojawia się w barku, co wynika z dużej liczby ćwiczeń wykonywanych nad głową w stanie zmęczenia. Podrażniony pierścień rotatorów po zbyt wielu podciągnięciach z kippingiem to praktycznie nasza specjalność.
Będą z tobą negocjować terminy powrotu do gry tak, jakby to była sytuacja z zakładnikami. Możesz pójść im na rękę, proponując stopniowe ćwiczenia i jasny plan obciążenia, bo jedyną rzeczą, której ten pacjent faktycznie będzie się trzymał, jest program z konkretnymi liczbami.
Rowerzysta weekendowy
Najbardziej charakterystyczną cechą są ślady po opaleniznie oraz niechęć do przyznania się, że cokolwiek boli. Podczas gdy pacjent uprawiający CrossFit wpada do gabinetu, domagając się rozwiązania problemu do czwartku, rowerzysta czekał trzy tygodnie, bo kolano „nie bolało aż tak bardzo”, a wizytę umówił dopiero wtedy, gdy problem zaczął przeszkadzać mu w weekendowej przejażdżce na dystansie 100 mil. Opisze ból jako „piątkę”, choć przy tym skrzywi się z bólu na poziomie „dziewiątki”.
Typowym urazem jest ból rzepkowo-udowy spowodowany siodełkiem ustawionym o dwa centymetry za nisko oraz przejechaniem 8 000 kilometrów z tą samą kadencją. Ból przedniej części kolana, problemy z pasmem biodrowo-piszczelowym oraz sztywność szyi, która pojawiła się mniej więcej w tym samym czasie, gdy rowerzyści przeszli na kierownice aerodynamiczne.
Negocjują wbrew twojej radzie, opierając się na danych. Pokażą ci plik z danymi, żeby udowodnić, że wszystko jest w porządku.
Krótka wypowiedź: „Więc nadal mogę korzystać ze Zwiftu, prawda?”
Tenis rekreacyjny / pickleball
Dwóch zupełnie różnych pacjentów zgłasza się z powodu dolegliwości związanych z tymi samymi sportami rakietowymi, a można ich rozróżnić, zanim jeszcze wypełnią formularz rejestracyjny. Osoba grająca w tenisa od zawsze ma około pięćdziesiątki, gra od czasów studiów i przychodzi do gabinetu z rezygnacją w głosie z powodu bólu łokcia. Miał już to wcześniej, wie, jak to wygląda, i przede wszystkim chce wiedzieć, jak szybko będzie mógł znów serwować.
Osoba, która niedawno dała się porwać pickleballowi, to obecnie typowy przykład. Często jest to świeżo upieczony emeryt lub nowicjusz z pokolenia X, który odkrył ten sport osiem tygodni temu, a teraz gra pięć poranków w tygodniu. Przychodzą zdumieni, że ta „łagodna” gra tak na nich wpłynęła.
W obu przypadkach chodzi o zapalenie nadkłykcia bocznego, czyli klasyczny „łokieć tenisisty”, choć gracze w pickleball często do tego dodają jeszcze kontuzje kostki spowodowane nagłymi zatrzymaniami w bok. Kluczową wskazówką jest czas trwania. Trzydzieści lat gry w tenisa kontra dwa miesiące gry w pickleball – ta sama dolegliwość, ale zupełnie inne obrazy kliniczne.
Golfista weekendowy
Gracz golfowy, który gra tylko w weekendy, przychodzi z bólem pleców i jeszcze większym zaprzeczeniem rzeczywistości. Umówił się na wizytę, a potem podczas wywiadu wstępnego wyjaśniał, dlaczego nadal planuje zagrać w sobotę rano. Wspominasz o odpoczynku, a on odpowiada propozycją kompromisu: dziewięć dołków zamiast osiemnastu. Wózek zamiast chodzenia pieszo. Pół wiadra piłek na polu treningowym, żeby tylko rozluźnić zamach.
Najbardziej zdradza to dolna część pleców lub biodro prowadzące, sztywne i obolałe od zamachu, który tysiące razy w sezonie obciąża je tym samym ruchem obrotowym. Powiedzą ci, że to „tylko lekkie napięcie”, a potem skrzywią się z bólu, zakładając buty. Dokładnie wiedzą, ile dni pozostało do ich startu na polu golfowym i już przeliczyli, czy uda im się wcisnąć wizytę u fizjoterapeuty w ten harmonogram.
To pytanie nasuwa się samo: „Więc czy mogę po prostu to przejść?”. Nie. Ale podziwiam twoje zaangażowanie.
Biegacz rekreacyjny / debiutant w maratonie
Zauważysz taką osobę, zanim jeszcze usiądzie. Przychodzi z planem treningowym oznaczonym kolorami w telefonie, podaje swój tygodniowy przebieg z dokładnością do dziesiętnej i wspomina, że sześć miesięcy temu nie była w stanie przebiec nawet do skrzynki pocztowej. Ukończenie programu „Couch-to-5K” było faktem, podobnie jak przejście na plan przygotowujący do pełnego maratonu, w którym dystans zwiększał się szybciej, niż ścięgna zdążyły się przystosować.
Ta klasyczna kontuzja wynika bezpośrednio z tamtego skoku. Ich łydki, ścięgna Achillesa lub golenie zostały poddane gwałtownemu obciążeniu, na które tkanki nie były jeszcze przygotowane, a teraz coś je boli podczas każdego długiego biegu, którego nie chcą pominąć. Przetrenowanie nie jest tu wadą charakteru, tylko kwestią matematyki. Objętość treningów wzrosła, regeneracja nie nadążała, a plan nigdy nie przewidywał tygodnia odciążenia.
To zdanie pisze się samo. „Arkusz kalkulacyjny wygląda świetnie. Twoje tempo postępów próbuje cię zabić”.
Hokej w amatorskiej lidze lub rekreacyjna koszykówka
To pacjent, który zna diagnozę, zanim jeszcze cokolwiek dotkniesz. Wskazuje na to samo kolano, to samo ramię, tę samą kostkę, które nadwyrężył w zeszłym sezonie i w sezonie poprzednim, i mówi „Wiem, wiem”, zanim zdążysz dokończyć zdanie o ograniczaniu obciążenia.
Oznaka, że to nic poważnego: opisują kontuzję w czasie przeszłym, jakby to było powtórne zdarzenie. „To samo miejsce, co w zeszłym roku”. Klasycznym powodem wykluczenia z amatorskiej ligi hokejowej jest naciągnięcie mięśnia pachwiny spowodowane mocnym pierwszym krokiem. W amatorskiej koszykówce najczęściej dochodzi do skręcenia kostki w wyniku nieudanego lądowania, zazwyczaj na stopie innego gracza.
Nie zaprzeczają rzeczywistości, jak golfista, ani nie zachowują się stoicko, jak kolarz. Całkowicie godzą się z kontuzją i i tak zamierzają ją ponownie odnieść.
To zdanie nasuwa się samo. „Więc zobaczymy się znowu następnej zimy?”. Kiwają głowami, bo oboje już to wiecie.
Młodzieżowy sport – rodzic-trener
Ten pacjent nigdy nie dotknął piłki. Skręcił kostkę, biegnąc wzdłuż linii bocznej, by zaprotestować przeciwko decyzji o spalonym, albo naciągnął mięsień łydki, pokazując drużynie dziewięciolatków „właściwy sposób” na wślizg na drugą bazę. Najbardziej charakterystycznym znakiem rozpoznawczym jest opowieść, która zawsze zaczyna się od słów „Nawet nie grałem”, a kończy się rysunkiem przedstawiającym przebieg akcji na stole zabiegowym.
Mechanizm powstawania kontuzji opiera się wyłącznie na „zimnym starcie”. Bez rozgrzewki, bez stopniowego zwiększania intensywności – po prostu układ nerwowy osoby w średnim wieku musi wykonać pełny sprint lub wykonać rzut w locie, zasiadając na składanym krześle. W takich sytuacjach często dochodzi do ostrych naciągnięć mięśni łydek, naciągnięć ścięgien podkolanowych, a czasami także do zwichnięć barku spowodowanych zbyt ambitnym rzutem.
To zdanie, którego nie wypowiedzą na głos, ale które można odczytać z ich miny: „Dzieciaki patrzą, więc musiałem złapać piłkę”. Kiwasz głową i oboje wiecie, że w następną sobotę zrobią to znowu.
Mistrz grupy
Tytuł należy bezsprzecznie do crossfitowca – i to z ogromną przewagą. Żadna inna grupa nie prezentuje się z większym bogactwem słownictwa, większą determinacją ani silniejszym przekonaniem, że już w czwartek znów stanie pod sztangą. Rowerzysta weekendowy zasługuje na drugie miejsce za swoje stoickie zaprzeczanie rzeczywistości, ale nikt nie negocjuje harmonogramu leczenia tak, jak osoba odliczająca dni do kolejnego WOD-u.
Każdy pacjent opuszcza naszą placówkę z programem ćwiczeń do wykonywania w domu – niezależnie od tego, czy chodzi o ćwiczenia zwiększające ruchomość bioder dla golfisty, czy o plan zarządzania obciążeniem dla maratończyka. Physitrack wspólnej bibliotece ćwiczeń, takiej jak Physitrack w ciągu kilku minut stworzyć i wysłać odpowiedni program, dostosowany do konkretnego typu pacjenta, który właśnie opuścił gabinet.
No to którego pacjenta przyjęłeś? Oznacz kolegę, który w tym miesiącu zajął się wszystkimi ośmioma, i powiedz nam, który pacjent przyszedł dzisiaj.
Najczęściej zadawane pytania
A co, jeśli mój pacjent nie pasuje do stereotypu? Większość z nich nie pasuje, i o to właśnie chodzi. Te archetypy to kliniczne skróty służące dla żartu, a nie do wpisów w karcie pacjenta. Prawdziwi pacjenci łączą cechy z trzech kategorii naraz, a ty leczysz uraz, z którym masz do czynienia.
Która dyscyplina sportowa przyciąga do nas najwięcej pacjentów? Liczba ta zmienia się w zależności od pory roku i placówki, ale pickleball szybko zyskuje na popularności, a urazy związane z bieganiem utrzymują się na stałym poziomie przez cały rok. Najbardziej miarodajną odpowiedzią jest liczba twoich pacjentów, więc policz, ilu miałeś w ciągu tygodnia, zanim zaczniesz dyskutować na ten temat z kolegą.
